Pages - Menu

niedziela, 28 czerwca 2015

#LoveWins

Witajcie!
Po bardzo długiej przerwie w pisaniu postanowiłam ponownie zagościć na tym blogu. O czym będę pisać i jak często - tego jeszcze nie wiem, ale coś tu na pewno się jeszcze ukaże.

Od piątku, tj. 26 czerwca 2015 roku we wszystkich stanach w USA legalne stały się związki homoseksualne. Radości wśród zwolenników tych związków nie było końca. W internecie powstał hashtag #LoveWins, który bardzo szybko zdobył ogromną popularność.

Osobiście akcja mi się podoba, to wspaniałe, że ludzie już po części mogą się pobrać bez względu na orientację. Jednak nie rozumiem, po co tak się z tym obnosić... Wiadomo, wielka radość, w końcu czyjaś miłość może być "legalna". Tylko czy to coś zmieni? Ludzie, którym się to nie podoba, dalej będą komentować, docinać, nie tolerować takich sytuacji. Nawet gdyby nie zalegalizowano tychże związków, nie przeszkodziłoby to w miłości dwóch ludzi.
Sądzę, że to dobry krok naprzód, jednak przed światem jeszcze długa droga, zanim uporządkuje wszystkie sprawy na drodze pokoju i wzajemnego szacunku.
Love is love, no matter who you are.



piątek, 19 września 2014

W ciszy tu dojrzewa moje zło.

Po dość długiej przerwie - witam ponownie!
Aktualnie siedzę w domu, wsłuchując się w piosenki Comy. Jestem chora i mam ochotę spać. Ale co tam, może warto napisać coś pozytywnego do nieznajomych, a nuż mnie to wyleczy. 

No, to przerwa na wypluwanie płuc.

Dziś postanowiłam dodać troszkę zdjęć mojego autorstwa. Nie jest ich dużo, fotograf ze mnie beznadziejny, sprzęt również.
(gdzie kucharka jest Weroniką...)
(czy tylko mnie orzechy włoskie przypominają płuca?!)
(obraz w pokoju, NIE mojego autorstwa)
(jeszcze trochę i będę dokarmiać ptaszki! :))



Osobiście wszystkie mi się podobają. Dlaczego? Bo są moje! Nie muszą być cudowne, ważne, że moja ręka przyczyniła się do stworzenia tego. Ważne, że coś mnie interesuje i dążę do tego. 

Lisek z ogromnymi uszkami na jednym ze zdjęć to nikt inny jak Lucek - psina przygarnięta ze schroniska. :) (Lucek to tak naprawdę Lusia, ale ciiii, lubię tak na nią mówić)


Notka dość chaotyczna, aczkolwiek taką planowałam. W dodatku, mózg mam przyćmiony chorobą...

No, jeśli ktoś ma ochotę na więcej zdjęć mojego autorstwa - zapraszam na instagrama. :)

Aha, pamiętajcie: "Jutro czeka na Twój uśmiech"
Do zobaczenia!

czwartek, 10 lipca 2014

A teraz na poważnie.

Wraz z początkiem wakacji moi rodzice nareszcie dali się namówić na kolejnego psa. Jeśli nie wiesz, o co chodzi, kilka postów niżej jest wyjaśnienie.
Wybór padł na pewną cudowną psinę o imieniu Luiza.
Izunia przebywa aktualnie w schronisku, przyzwyczajamy ją do siebie. Wyprowadzamy na spacery, głaszczemy, dajemy smakołyki... Poznałam jej historię i... jestem wstrząśnięta. Krew mnie zalewa, gdy słyszę o tym, jak to psina błąkała się po ulicach w celu znalezienia pożywienia czy chwilowego miejsca do spoczynku.
W międzyczasie poznałam wiele innych psów - "uśmiechającą" się parówkę szczęścia, Sarę.
Perełkę, która szczęśliwie znalazła dom.
"Dużego małego", jak nazywałam pewnego ogromnego, ale też bardzo kochanego szczeniaka.
Niewidomego owczarka niemieckiego, który nie potrafił się kontrolować podczas przesiadywania w boksie.
No i małego mieszańca husky, przypominającego mi z pyszczka Myszkę Miki.
Wszystkie te psy sprawiły, że zapragnęłam odnaleźć ich poprzednich właścicieli, zaciągnąć siłą przed boks swojego pupila i powiedzieć: "Proszę, to jest istota, która oddała całe swe miejsce w sercu, poświęciła każdą myśl t o b i e. Proszę, popatrz jej prosto w oczy, które patrzą jak małe dziecko, że ich nie kochasz i ich nie chcesz. Łatwiej uderzyć niż powiedzieć, prawda?".

Postanowiłam zostać wolontariuszką w tym schronisku. Niestety, będę mogła to zrobić dopiero po skończeniu 18 lat. Troszkę sobie poczekam, ale gdy widzę te wszystkie istoty, czekające tylko na to, by je pogłaskać, zapewnić, że są bezpieczne - wiem, że warto.

Oto strona, na której możecie się dowiedzieć, co zrobić, by pomóc pokrzywdzonym zwierzętom lub gdzie zgłaszać, gdy takowej krzywdy jesteśmy świadkiem.

PAMIĘTAJCIE - PIES CZY KOT, NIEWAŻNE CO TO JEST - ONO TEŻ MA UCZUCIA!

niedziela, 15 czerwca 2014

Czas na zmiany.

Otóż to.
Dziś zdałam sobie sprawę jak bardzo moje życie stało się nudne.
Przez jakiś czas starałam się na nowo odkrywać siebie, zrobić coś ze sobą.
Po stracie psa i wielu innych nieprzyjemnych sytuacjach znowu powróciłam do stanu nieruchomej kluchy.

Od dziś zaczynam więcej ćwiczyć, rysować, słuchać muzyki, odkrywać nowe rzeczy i nowych ludzi.
Pora coś zmienić w tym całym moim chujowym życiu.
Czuję ekscytację. Daje mi ona motywację do działania. Nie mogę się doczekać efektów mojej przemiany.

Jednym z moich postanowień jest robienie zdjęć, duuuużej ilości zdjęć. Specjalnie założyłam z tego powodu nowego tumblra.
W wakacje pragnę zostać wolontariuszką.
Zamierzam usunąć niedługo facebooka lub po prostu z niego nie korzystać.
Chcę mieć wymarzoną figurę, ładnie wyglądać, wiedzieć, co ze sobą zrobić.

Zmienię swoje życie o sto osiemdziesiąt stopni. Nawet jeśli będą to stopnie Celsjusza. Zaczynam przemianę.
Od dziś.

wtorek, 27 maja 2014

You are the perfect box to keep my heart in...

so far away but still there

Stało się. Mój najlepszy przyjaciel, po szesnastu latach czuwania nade mną - opuścił mnie. Już na zawsze.
Gdy dowiedziałam się, że mój pies Czarek odszedł, wpadłam w rozpacz. Do tej pory łzy nie chcą przestać płynąć po mych policzkach.

Dziś jest troszkę lepiej. Wiem, że tam jest mu znacznie lepiej. To niesamowite, jak człowiek może się przywiązać do zwierzęcia. 
Zdałam sobie sprawę, jak wiele mi on dał. Miłość, zrozumienie, uśmiech na twarzy...
Dał mi wrażliwość, uczucia, docenienie innej istoty. Możliwość zrozumienia kogoś bez użycia słów.
Wszyscy płakali. Mama, tata, babcia... Ci, którzy docenili istnienie tego zwierzęcia.
Szesnaście lat. Tak szybko to wszystko minęło.
Wiecie, co jest najgorsze? Zrozumiałam, jakie życie jest unikatowe, bezcenne.
Dzięki temu psu zaczęłam doceniać życie.

Jakaż to szkoda, że nie da się Ciebie już wskrzesić.
Miłego odpoczynku, mój bracie. Zasłużyłeś na to.




niedziela, 18 maja 2014

Powietrze po deszczu.


Zebrałam się w sobie i piszę tu coś. Nareszcie!
W ostatnich dniach krople deszczu niemiłosiernie wystukiwały rytm na mych oknach. Byłam zachwycona tym jakże uspokajającym odgłosem. Wczorajszy dzień spędziłam na czytaniu świetnej książki autorstwa Karin Slaughter - "Zbrodniarz". Zawsze ciągnęło mnie do kryminału, więc to dzieło bardzo przypadło mi do gustu.
Po co to piszę? Nie wiem.
Mam ochotę opisać mój zwyczajny, nudny jak cholera, dzień.
Boję się, po raz pierwszy w życiu, wywiadówki. Już widzę minę rodziców na widok kilku słabszych ocen, które mi wpadły.
To nie tak, że się opuściłam w nauce - wręcz przeciwnie, staram się bardziej niż rok temu. Tylko co mi po staraniach, gdy z fizyki sprawdziany można zobaczyć na internecie, nauczyciele co chwila zmieniają zdanie w różnych sprawach.
Jeśli tak ma wyglądać, no nie wiem, próbny test na koniec drugiej klasy - pasuję.
Wieczny brak organizacji zaniknął u mnie. Jeśli wiem, że nie umiem na przykład na sprawdzian z matematyki - uczę się kilka dni wcześniej.
Ostatnio jednak nie mam już nawet na to siły. Mogłabym się uczyć nawet i całe życie tej matematyki, i tak leżę na sprawdzianie czy kartkówce. Litości!

Przypuszczam, że pod koniec czerwca pomyślę sobie: "Rok szkolny 2013/2014 zaliczam do najmroczniejszych w całym moim życiu".
Mówię poważnie.

wtorek, 6 maja 2014

Kto jest naszym przewodnikiem?


***
Kto piorunom ostrzy groty?
Kto z impetem nimi miota?
Kto przejrzyste kule gradu
Ciska z pasją w maszty statków?

***

Dzisiaj chciałabym zastanowić się nad tematem naszego przywódcy.
Otóż właśnie - któż nim jest?
Codziennie zmagamy się z wieloma problemami, sytuacjami, które każą nam podejmować dane decyzje.
Kto, lub może co, pozwala nam wybrać pomiędzy możliwymi opcjami?
Niby podejmujemy decyzje samodzielnie, przetwarzamy informacje w mózgu i tam wybieramy to, co według nas jest słuszne.
Czy aby na pewno?
Wiele razy spotkałam się z tym, że ktoś zmusza mnie do podjęcia danej decyzji - mówią, że na tym skorzystam, tak będzie najlepiej... A przecież robią to dla własnych celów.
Zastanawia mnie, czym kierują się ludzie w swoich wyborach.
To niesamowite, jak każdy człowiek potrafi myśleć w inny sposób.
Czy można powiedzieć,że doświadczenie jest naszym przewodnikiem? Teoretycznie tak, to dzięki niemu wydaje nam się, że podjęliśmy słuszną decyzję.

Nie mam pojęcia, o co chodziło w tej notce, ale cieszę się, że ją napisałam.
Potrzebowałam takiej głębokiej refleksji, ot tak, dla rozluźnienia.

A wy, co o tym wszystkim sądzicie? Podzielcie się swoim zdaniem w komentarzach. :)